Aktualności
Polemika z red. M. Kowalskim nt. artykułu pt. "Ile KOSZTUJE nas, podatników, samorządowa WŁADZA"
miasto | aktualnosci,sprostowania | 28.01.2010

Słupsk, 22 stycznia 2010 roku


Pan

Krzysztof Nałęcz

Redaktor Naczelny

Dziennika „Głos Pomorza”

Słupsk


Szanowny Panie Redaktorze!


Jest taka anegdota o pasztecie z niezwykle podłym smakiem, który mogły przełknąć jedynie osoby pozbawione tego zmysłu. Kiedy zapytano autora tego dziwoląga, z czego TO jest odpowiedział: „- Z konia i zająca...” Smakosze nie mogli się nadziwić, więc dopytywali dalej: „- I taki dziwny smak...? A w jakich proporcjach?” „- Sprawiedliwie – odpowiedział kuchta – pół konia, pół zająca...”

Otóż wrażenie takiej „kuchennej sprawiedliwości” odniosłem przy lekturze tekstu red. Michała Kowalskiego w zbiorczym materiale pt. „Ile KOSZTUJE nas, podatników, samorządowa WŁADZA” (wielkość liter oryginalna – przyp. M.S.), opublikowanym w weekendowym Magazynie „Głosu Pomorza” z 22 stycznia 2010 roku na str. 18. Prawdy w tym na pół zająca, natomiast informacyjnego bałaganu – na całego konia, w dodatku pasztet ten zawiera jeszcze groch z kapustą, co wprowadza w jego brzmienie kompletny zamęt.

Redaktor Kowalski podaje w nim zarobki kierowniczej czołówki słupskiego Ratusza oraz przeciętną płacę urzędników, gdzieniegdzie tylko dodając, że jest to kwota brutto, myląc przy tym jednostki budżetowe miasta z wydziałami Ratusza, chociaż jest to różnica zasadnicza. Informuję zatem Pana Redaktora Kowalskiego, że Zarząd Terenów Zielonych i Cmentarzy Komunalnych oraz Słupski Ośrodek Sportu i Rekreacji, podobnie zresztą, jak Zarząd Dróg Miejskich czy Zarząd Transportu Miejskiego są to jednostki budżetowe miasta, prowadzące działalność gospodarczą, z własnymi dochodami i wydatkami oraz księgowościami. Za nietakt uważam przy tym pomylenie imienia Dyrektora Zarządu Terenów Zielonych i Cmentarzy Komunalnych Zbigniewa Ingielewicza, z którego Autor uczynił Zdzisława... Ale to jeszcze drobiazg w porównaniu z karkołomnymi porównaniami, jakich dopuszcza się red. Kowalski w dalszej części swojej bardzo niechlujnej pracy.

Przywołując sumy wydatkowane np. na obsługę Rady Miejskiej (ok. 400 tys. zł rocznie) niespodziewanie porównuje je do kosztów funkcjonowania Komisji ds. Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, które wynoszą niecały milion złotych, choć „zatrudnia tylko dwie osoby”. Po pierwsze: nieporównywalne są zadania, jakie mają do wykonania - Biuro Rady Miejskiej i Komisja ds. Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Po drugie: brzmi to tak, jak gdyby te dwie osoby tyle właśnie „pożerały” z miejskiej kasy na swoje wynagrodzenia, co jest oczywista bzdurą. Samo przemnożenie ich pensji (2 x 2 tys. 715 złotych razy 12 ) + pochodne to razem tylko ok. 70 tys. złotych rocznie. Pozostała kwota to są wydatki rzeczowe na różnego rodzaju programy walki z różnymi uzależnieniami, a poza tym – znacząca część budżetu tej Komisji pochodzi z tzw. kapslowego, czyli z akcyzy alkoholowej. Natomiast jak się ma do tego budżet Izby Wytrzeźwień, którą również red. Kowalski podaje jako przykład wydawania publicznych pieniędzy jest już tajemnicą tegoż Autora, której ja zgłębić nie potrafię.

-2-

Autor porusza też kwestię zadłużenia miasta, lecz nie podaje przy tym, co samorząd osiągnął dzięki zaciągniętym kredytom. Rok 2010 będzie ostatnim rokiem dużego zaangażowania inwestycyjnego, ponieważ kończy się czas niezwykle korzystnych dla samorządów, unijnych dopłat do inwestycji infrastrukturalnych. Nadchodzi czas, że za wszelkie remonty dróg, budowę nowych, inwestycje sportowe, kulturalne itp. samorządy będą już płacić same, całkowicie z własnej kasy.

Tak więc Słupsk swoją szansę w tej kwestii wykorzystał znakomicie, inwestując co prawda pieniądze pożyczone z banków, ale swoich dokładał przeważnie w wysokości 25 % całkowitych kosztów każdej inwestycji. Jest jeszcze wiele ulic i chodników do zrobienia, ale te najważniejsze – czytaj: najdroższe zostały już wyremontowane, w zdecydowanej większości za pieniądze zewnętrzne. Te samorządy, które nie poszły tym tropem nie mają co prawda długów, ale też i niewiele zrobiły w swoich miastach i gminach, a niebawem wszystko będą musiały robić za własne, miejsko-gminne pieniądze...

I na marginesie jeszcze jedna uwaga o sprawie, którą tylko musnąłem wyżej: w zdecydowanej większości przypadków redaktor Kowalski wysokości zarobków urzędników podaje w kwocie brutto, tymczasem URZĘDNICY TO TEŻ PODATNICY, o czym autor tekstu permanentnie zapomina. Inaczej mówiąc – od ich wynagrodzenia zabiera się przeciętnie po ok. 30 % kwoty, jaką podaje Pan Redaktor... Dokładnie tak samo, jak większości innych pracujących.

W ogóle dziwi mnie podejście dziennikarza do kwestii wydatkowania publicznych pieniędzy na funkcjonowanie miejskiej administracji, w tym na wynagradzanie jej pracowników, jak gdyby Ci ludzie mieli pracować w domu, za darmo i na własnym sprzęcie. Zresztą bywa i tak, w razie wątpliwości służę przykładami.

Wracając jednak do tekstu – sądzę, że temat wart jest tego, by zgłębić go rzetelniej. Może warto powierzyć tę sprawę innemu dziennikarzowi, który potraktuje ją poważnie?



Z wyrazami szacunku -


Rzecznik Prasowy

Prezydenta Miasta Słupska

wz. Marek Sosnowski



Zobacz również
© 2010 Urząd Miejski w Słupsku
Wykonanie: INVENTOR Multimedia